wtorek, 25 kwietnia 2017

[Recenzja przedpremierowa] „Cela” Jonas Winner. Tajemnica osnuta mgłą wdzierającą się do najgłębszych zakamarków myśli...





Wydawnictwo Initium

Ilość stron: 353

Premiera: 26.04.2017

Książkę znajdziecie:





Czytając tę powieść zastanawiałam się nad wieloma kwestiami. Głównie nad dwiema. Bohaterem powieści jest Sammy, jedenastolatek, który wraz z rodziną przeniósł się z Anglii do Berlina. Na ile opowiedziane przez Sammego wydarzenia były wytworem jego dziecięcej wyobraźni, bo bez wątpienia ta w pewnym momencie uaktywniła się podwójnie, na ile to co widział było prawdą i tylko prawdą. Pozostają jeszcze kwestie dorosłych mieszkańców domu - jakie potwory, demony potrafią opętać umysł człowieka, który ewidentnie w pewnym momencie pogubił się i byłby zdolny do porwania dziecka i więzienia w podziemnym schronie przeciwlotniczym?

To pytania bez wątpienia czysto retoryczne. Nie ulega wątpliwości, że moje czytelnicze serce Jonas Winner skradł od pierwszych wersów swej zagadkowej powieści. Autor skutecznie owija sobie czytelnika wokół palca podsuwając niby to gotowe rozwiązania, by w pewnym momencie zbić z tropu i zasugerować kolejny zaskakujący fortel. A ja chłonę takie książki jak gąbka wodę. Uwielbiam, po prostu uwielbiam.

Zastanawiacie się, jaka była przyczyna pojawienia się rodziny Grossmanów właśnie w Berlinie? Matka Samma i Linusa otrzymała angaż w jednej z najlepszych berlińskich orkiestr symfonicznych. Ta praca to szczyt jej muzycznych marzeń i pragnień. Ojciec zajmuje się komponowaniem muzyki do mrocznych, niskobudżetowych filmów. Chcąc nie chcąc, ze względu na matkę, cała rodzina przenosi się właśnie do Berlina. Linus jest starszy od Sammego i szybciej nawiązuje kontakt ze swoimi rówieśnikami. Sammy zaś jest lekko wycofany. Chłopak jednak ma nadzieję, że w czasie wakacji, które przyjdzie mu spędzić właśnie w berlińskiej willi, zaadoptuje się w nowej sytuacji.





Pewnego dnia, ojciec Sammego w zamyśleniu przemierza wielki ogród otaczający willę i zmierza do komórki na jednym z jego końców. Zaintrygowany chłopiec podąża za ojcem. Krocząc za nim, przez właz w ziemi okryje podziemny korytarz. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, przecież mnóstwo jest jeszcze podziemnych schronów przeciwlotniczych i korytarzy z czasów drugiej wojny światowej, gdyby nie fakt, że chłopiec za drzwiami jednego z pomieszczeń przypominających celę, odkrywa istnienie dziewczynki, wiekiem zbliżonym do niego. Jej rysy podobne są do rysów Azjatek. To odkrycie na długo zostanie w świadomości Samma, ale kiedy wróci do podziemi drugi i kolejny raz, ślad po dziewczynce zaginie.

Od tego momentu w wyobraźni chłopca uruchomią się obrazy tak złudne i rozmyte, niczym przez mgłę. Sammy z każdym dniem będzie odkrywał coraz to nowsze tajemnice, których ślady zaprowadzą go do ojca. Czy faktycznie jego ojciec więził tam dziewczynkę? Komu może powiedzieć o swoim odkryciu? Komu zaufać? Czy to faktycznie jego ojciec jest odpowiedzialny za więzienie dziewczynki? 


Sytuacje, jakie po sobie nastąpią od tego momentu wzbiorą w chłopcu wiele niejasności, znaków zapytań, a nawet lęk, strach, chęć rozwikłania tajemnicy. Kiedy chłopcu wydaje się, że nie znajdzie żadnej odpowiedzi na jakiekolwiek tkwiące w nim pytanie, pozna Marinę, dziewczynkę z sąsiedztwa. Wydarzenia przybiorą postać rozlewającej w nas niepokój fali, kiedy Marina zaginie.

Ciekawe zestawienie, jakiego dokonał autor pozwala nam zatopić się w świat dziecięcej narracji oraz w głos potencjalnego przestępcy, którego personaliów w ogóle nie znamy, za to jesteśmy w jego myślach i czynach. Czytelnik otrzymuje od autora znakomite dzieło pozbawione nieczystości. Chociaż tutaj nic nie jest klarowne. Skutecznie zmanipulowana przez niego intryga przyspiesza akcję i ciekawość, bo za każdym razem dostajemy coś, co autor każe nam oglądać z każdej strony – przewracać, dotykać, badać, konstruować pytania, jak najlepsi detektywi.

Sammy jest dzieckiem i opisuje otaczającą go rzeczywistość po swojemu. Jego rzeczywistość przez dłuższy czas pozostaje dwubarwna. Jak zwykle, w tego typu powieściach, zakończenie nie tylko zaskakuje, ale pozostawia pewien niedosyt, bo nie jest tak jednoznaczne i konkretne, jak tego byśmy chcieli.

„Cela” Jonasa Winnera zaspokoi żądnego wrażeń i emocji czytelnika. Intryguje, podsyca naszą ciekawość, trzyma w napięciu, wzbudza nasz bunt, myli ścieżki, buntuje czytelnika przeciwko bohaterom, niczego nie ułatwia. To znakomicie dopracowany gatunkowo thriller z najlepszymi jego elementami. Mroczny, tajemniczy, zagadkowy. Cóż, zachęcam Was do tego, by samemu spróbować odpowiedzieć sobie na te czy inne pytania.


Polecam!


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz